Zgorzelecki PRL

zgorzelecki prl

Zgorzelecki PRL to wystawa z gatunku działań ukazujących niedawną jeszcze przeszłość Zgorzelca i jego okolic.

Autorzy zaprezentowali filmy- kroniki lokalnego filmowca amatora Jana Kabanienki z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Projekcje w zaimprowizowanej sali kinowej przyciągnęły ludzi ciekawych swojego miasta. Wiele osób na filmach rozpoznawało siebie czy swoich bliskich. Oglądali dawne zdarzenia w scenerii znanych sobie zulic, kamienic, zaułków. W skali małego miasteczka ? jakim jest Zgorzelec ? była to rzecz niezwykła


Wędrówka idei

Wędrówka idei

Jedną z pierwszych wystaw zorganizowanych w Muzeum, była „Wędrówka idei”. Jej tematem przewodnim było ukazanie jak idea i sztuka wytwarzania kamionki przywędrowała z zachodu Europy na teren Łużyc i Śląska. Muzealia przedstawione na wystawie obejmowały okres od XV do XX wieku i większości pochodziły ze zbiorów prywatnych oraz wypożyczeń z Muzeum Ceramiki w Bolesławcu. Kilkadziesiąt przedmiotów pokazanych na wystawie odzwierciedlało jednej strony rozwój sztuki garncarskiej na przestrzeni wieków, z drugiej zaś pokazuje jak istotna dla rozwoju rzemiosła była wymiana i transfer doświadczeń.

Wstęp z katalogu wystawowego:

Szybko doceniono walory kamionki. Dostępność, niska cena i przede wszystkim twardy, wytrzymały czerep ? nienasiąkliwy i odporny na kwasy- uczynił je przydatnymi w gospodarstwie. Przez wieki przechowywano w nich przetwory, pito piwo i wino, noszono wodę. Uszkodzone mozolnie reperowano drutem nadając im niepowtarzalny charakter. Na stołach bogaczy trafiały wyrafinowane formy, eleganckie, o skomplikowanych zdobieniach, urzekające mnogością barw. Wzbogacano je o nakładki, różnokolorowe szkliwa, reliefy, żłobki, wyszukane okucia, napisy a nawet złocenia.
Choć sztuka wyrobu ceramiki znana jest człowiekowi od czasów jeszcze przedeuropejskich, to jednak do poziomu artyzmu wydźwignięto ją w XV wieku. Stało się to w niewielkiej miejscowości w Nadrenii w Siegburgu. Tam, dzięki występującej w obfitości niezwykle delikatnej glinie, narodziła się sztuka tworzenia niespotykanej dotąd, cieszącej oko ceramiki. Pierwsze ?kamionki? były niezgrabne, toporne, nierówne i asymetryczne. Ich twórcy nabierali jednak wprawy, doskonalili swój warsztat, eksperymentowali. Wzbogacali proces wypału, często do bardzo skomplikowanych procedur, od których zależała barwa szkliwa i właściwości naczyń. Zaczęli stosować wypał z ograniczonym dostępem tlenu, który powodował szare zabarwienie ceramiki, posypywali solą co nadawało jej niepowtarzalnego szkliwa. Angobowali i zdobili fioletem manganowym.

Brązową, szarą czy żółtą ceramikę często dawni mistrzowie oprawiali w cynę ? kuflom dodawali przykrywy, dzbanom poszerzali stopy i wylewki. I wreszcie mistrzowie wędrowali. A ich wiedza podążała wraz z nimi. Z Siegburga do Raeren i Kolonii, później do Westerwaldu, wreszcie na Łużyce do Mużakowa i Żytawy by dotrzeć ostatecznie do śląskiego Bolesławca.

Proces ten trwał wiele stuleci, często inicjowany nakazami cechowymi i prawnymi w ośrodkach garncarskich. Dawne miasta ograniczały bowiem ilość warsztatów garncarskich ze względu na duże ilości opału przez nie zużywanymi, ale także przez uciążliwości oparów solnych powstawałych w czasie szkliwienia lub po prostu z powodu zagrożenia pożarowego. Kierunki wędrówki idei, wzorów, patentów i pomysłów narzuciła natura ? był to szlak wysokich jakości glinek, przydatnych do wyrobu kamionki. 


Gdy nie było MP3

Od początków swojego świadomego bytu ludzkość otoczona była dźwiękami. Proste instrumenty wprowadzały w trans szamanów, bębny przenosiły wiadomości, dzwony alarmowały. Dźwięki przynosiły relaks i odprężenie, inne towarzyszyły w boju. Historia muzyki jest niemal równie długa, jak historia człowieka.

Jednak czas, kiedy człowiek nauczył się zaklinać grane przez siebie dźwięki na trwałym nośniku to zaledwie 150 ostatnich lat. W 1877 r. Tomasz Edison skonstruował pierwsze urządzenie rejestrujące i odtwarzające ? tzw. fonograf. Fala dźwiękowa uwięziona przez tubę wprawiała w drgania igłę, która z kolei rysowała powierzchnię folii cynowej nawiniętej na stalowy walec. Dziesięć lat później, Emil Berliner zastąpił walce płytami zrobionymi z wosku. Wkrótce zamiast wosku zaczęto stosować szelak, a w latach 50 upowszechniono, jako materiał do produkcji płyt ? polichlorek winylu.
Dziś, w erze cyfrowej wiele osób z nostalgią wspomina delikatne trzaski i szumy starych płyt. Niektóre firmy z premedytacją dodają tego typu elementy, chcąc w ten sposób wyczarować ten specyficzny klimat, jaki posiadała muzyka odtwarzana na starych gramofonach. Specjaliści twierdzą jednak, że nic nie zastąpi głębi dźwięku prawdziwej płyty winylowej.
Dawne samograje posiadały ciekawe formy. Początkowo wbudowywano je w meble nadając sznyt epoki ? secesji, art. Deco. Później nadszedł czas ebonitu i modernizmu. Coraz bardziej forma ewoluowała z estetycznej ku funkcjonalnej. Grające urządzenia przestały przypominać meble.
Gramofony, patefony, radia itp. Można obejrzeć na wystawie w Muzeum Łużyckim w Zgorzelcu.

Gramofony, patefony i radia pochodzące z kolekcji Muzeum Archeologiczno Historycznego w Głogowie.

Udostępnij post:

Ludwig Danziger – zapomniany malarz

W dziejach Lubania niewielu było artystów, którzy odnieśli znaczący sukces w malarstwie pejzażowym. Dawne opracowania wymieniają m.in.: Karla Augusta Bornmanna, Woldemara Vangerow, Hermanna Effenbergera, czy Albrechta Brucka. Największym powodzeniem cieszyły się jednak w ówczesnych Niemczech prace Ludwiga Danzigera, szczególnie jego wielko sztalugowe wizerunki Karkonoszy. Niestety, cały ten bogaty dorobek artysty przepadł w zawierusze wojennej (i tuż po) bez wieści.

Obecnie na palcach jednej ręki policzyć możemy jego obrazy, znajdujące się w publicznych zbiorach. Największe zwarte kolekcje prac Ludwiga Danzigera znajdowały się przed wojną w dwóch miejscach: w zgorzeleckim Kaiser-Friedrich-Museum i w lubańskim Heimatmuseum, mieszczącym się w tzw. Domu Pod Okrętem (obecnie siedziba Urzędu Skarbowego). Do lubańskiego muzeum obrazy trafiły już po śmierci malarza, głównie za przyczyną niejakiego Bidera, kolekcjonera i wielkiego miłośnika jego twórczości. Dziś Muzeum Regionalne w Lubaniu posiada jedynie trzy prace Danzigera: Wiosnę w górach (olej), Dom Pod Okrętem (litografia) i najbardziej znaną Noc wigilijną (akwarela). Jeszcze mniej dzieł artysty posiada niemieckie Schlesisches Museum w Görlitz. Są to dwa duże obrazy olejne: Wiosna w dolinie oraz Wędrówka górska podczas mgły i wichury.

Co stało się ze wspaniałą kolekcją malarstwa pejzażowego nie wiadomo. Nie wydano dotychczas żadnego albumu z obrazami artysty, nie zachowały się nawet fotografie, czy spisy inwentarzowe poszczególnych prac. Jak wyglądały obrazy Ludwiga Danzigera ?, co najchętniej malował ?, jakich technik używał ?, jaki posiadał warsztat ? Te pytania nurtują mnie już od wielu lat. Pięć znanych jego prac to zbyt mało by poznać artystę. Nawet noty biograficzne Danzigera są bardzo skromne. Literatura niemiecka poświęciła zdecydowanie więcej uwagi twórczości, niż samej osobie malarza.

Wiadomo, że urodził się w Lubaniu 3 kwietnia 1874 r. w żydowskiej rodzinie średnio zamożnych kupców. Wraz z rodzicami mieszkał w Rynku pod nr 12. Stara książka adresowa Lubania z roku 1913 podaje, że Hermann Danziger (ojciec malarza) prowadził sklep odzieżowy w sąsiednim budynku – Markt 13. Obecnie mieści się tu Bar Ratuszowy Pani Teresy Kremis, członkini Towarzystwa Miłośników Górnych Łużyc. Młodość spędził Ludwig Danziger w łużyckim Lubaniu u stóp Karkonoszy. Tu ukończył miejscowe gimnazjum, tu również stawiał pierwsze kroki w malarstwie. Od dziecka nie rozstawał się z blokiem papieru, ołówkiem i kredką. W swoim szkolnym szkicowniku utrwalał zarówno konterfekty kolegów i nauczycieli, jak i co piękniejsze, miejskie zaułki. W wolnych chwilach wyprawiał się również często do sąsiednich miejscowości, oraz w pobliskie Góry Izerskie i Karkonosze. Pokochał ich majestat i piękno. Już wtedy tworzył interesujące widoki Karkonoszy, wzbogacone dobrze wtopionym w otoczenie sztafażem figuralnym. Dziecięce przeżycia wśród malowniczych szczytów sprawiły zapewne, że poświęcił się głównie sztuce pejzażu, uprawianej w różnych technikach (olej, akwarela, grafika, rysunek). I choć przejawiał ponadprzeciętne zdolności artystyczne, wybrał zawód bardzo praktyczny – wykształcił się za namową rodziców na aptekarza. Sztuka jednak pozostała ostatecznym celem jego życia, której był wierny dozgonnie.

Danziger większość swego młodego życia spędził podróżując po Niemczech, a później po Europie. Przemierzył ją od Kopenhagi po Konstantynopol. Zawsze ze sztalugą i pędzlem. Wraz z dojrzałością oglądu, dojrzewała też coraz bardziej jego technika. Znalazł również czas na pobieranie nauki rysunku na Akademiach w Berlinie i w Düsseldorfie, pod okiem mistrza malarskiego Gottharda Kühla z Drezna. Wtedy też zainteresował się grafiką, głównie litografią. Artysta malował dużo, w różnych technikach i stylach. Jest zaskakujące jak wiele dużych obrazów sztalugowych artysta ten dotąd stworzył. A te znów są ułamkiem jego życiowego dzieła. Jego teki i szafy bogate w litografie i sztychy najrozmaitszych obiektów, jego szkicowniki pozwalają się domyślać jak przemożna obfitość spostrzeżeń i przeżyć walczą w nim o to by być przedstawione. Jest tak samo biegły w rysunku architektury jak ludzi, obraz figuralny jest mu tak samo bliski jak sam pejzaż, węgiel tak samo powabnym narzędziem jak rylec. Jak każdemu prawdziwemu artyście każde zjawisko przechodzące przez jego krąg widzenia staje się impulsem i pobudzeniem. Jako naturalista Danziger objawił się najpełniej w swoich widokach Karkonoszy; tu osiągnął mistrzostwo w ukazywaniu smukłych gór i szerokich nasłonecznionych dolin. Był wnikliwym obserwatorem zjawisk atmosferycznych i świetlnych. Jego prace szczegółowo opisywały naturę, niekiedy sentymentalnie i romantycznie. Zaiste, dusza jego już od młodości pełna była przeżyć natury, jedynie co potrzebował to stopniowo nabyć technicznej, warsztatowej doskonałości. Wpierw w dzieciństwie otworzył się przed nim ojczysty świat gór, wsączyły się w niego wzniosłe linie, ich upajające barwy, ich wiecznie zmienne formy.

Ale im bardziej się w ten świat zagłębiał, tym bardziej czuł potrzebę owego monumentalnego uproszczenia, które jest zawsze znakiem narastającej dojrzałości. Wpierw zajmują go obrazy wzniesień, schronisk, tajemniczo zwierciadlane płaszczyzny stawów, przez swe przecudne możliwości przedstawiania obiektu, przez niesłychaną barwność naturalnego zjawiska. Potem jednak artysta odwraca się coraz bardziej od powierzchowności. Poszukuje całej osobliwej skrytości i zagadkowej duszy krajobrazu, by przeżyć je w sobie i w swych obrazach wyrazić. Teraz więc linie przesłonięte są zasłoną mgły i śniegu. Oko domyśla się już tylko potężnych kształtów poza chmurami i zamiecią. Teraz aktywniej pracuje fantazja, skuteczna pomoc we wszystkich artystycznych przeżyciach. Duch Rübezahla zawodzi nad pochylonymi, pnącymi się w górę postaciami. Widz słyszy burzę gwiżdżącą na szczytach i wyjącą w wąwozach, jak w Rübezahlowych opisach największego poety Karkonoszy Carla Hauptmanna

Szkoda, że cała, wspaniała kolekcja pejzaży Karkonoszy została po wojnie rozproszona. Dwa wielko sztalugowe widoki tych gór, ze Schlesisches Museum w Görlitz, nie dają jeszcze pełnego obrazu kunsztu artysty. Danziger, zanim na stałe osiadł w Charlottenburgu pod Berlinem, odbył dziesiątki podróży studyjnych po krajach niemieckich. Szczególnie upodobał sobie Alpy, góry Harzu, doliny Renu i Dunaju. Tam poszukiwał inspiracji dla swej twórczości. Tam też uprawiał pejzaż dla zobrazowania wrażeń z tych podróży. Malował i rysował stare niemieckie miasta, ze swymi zabytkowymi budowlami, tajemniczymi domami, narożnikami i zaułkami. Znane są jego widoki miast: Bremy, Düsseldorfu, Frankfurtu n/Menem, Marburgu, Regensburgu, czy Fuldy. Często pojawiają się też widoki starych zamków, wznoszących się nad głębokimi dolinami rzek. Jego malarski styl ujawnił się najdobitniej w charakterystycznych krzywych dachach miejskich kamieniczek.

Najmocniej jednak ukochał Danziger swoje rodzinne strony. Tu zawsze powracał i tworzył. Jego widoki Lubania i Lwówka Śląskiego zachwycały mistrzostwem oddania szczegółu i nastroju. Danziger działał też na polu sztuki użytkowej. Projektował plakaty i ekslibrisy, ilustrował książki, malował na porcelanie w jednej z reńskich manufaktur. Przez wiele lat współpracował z miesięcznikami: Der Wanderer im Riesengebirge i Die Bergstadt, gdzie publikował ilustrowane własnymi rysunkami relacje z malarskich podróży. W latach 1920 -1924 Danziger był członkiem Berlińskiego Związku Malarzy.

Janusz Kulczycki

Udostępnij post: